Kilka razy w życiu zaczynałem już modele okrętów w 700 jednak dopiero mały japoński niszczyciel doczekał się finału.

Modele okrętów, w szczególności w skali 1/700, zawsze mnie fascynowała. W mojej szafie z modelami okręty stanowią niewielką ale widoczna część kolekcji. Gorzej jest jednak z przełamaniem się do rozpoczęcia budowy a jeszcze gorzej z utrzymaniem woli aż do skończenia projektu. Mając kilak rozgrzebanych lotniskowców, które są jednak zazwyczaj dużymi projektami, stwierdziłem że jedynym sposobem na skończenie czegoś, będzie mały model. I tak padło na Japoński niszczyciel. Pierwotnie pomysł był na budowę Kisaragi wraz z modelem Wildcata w 1/72. Kto kojarzy wydarzenia z okolic wyspy Wake wie o jaką scenkę mi chodzi.

Rozsądek jednak wygrał i ograniczyłem ambicje. Plan był następujący.

Robię model prosto z pudła, dodaje relingi i olinowanie. Całość stawiam na małej podstawce z pofalowanym morzem.

Wpływa to na ostateczny efekt gdyż maszty i uzbrojenie główne trochę odstają i psują efekt. Ważniejsze jednak dla mnie było dojście do finału projektu i zebranie doświadczeń w tej nowej dziedzinie modelarstwa.

Następne 700 w drodze.