Ki-61 Tei Hasegawa 1/72

Model, który dziś prezentuje, jest najlepszym przykładem dlaczego lubię stare Hasegawy. Cała seria modeli tego japońskiego producenta charakteryzuje się ładnym detalem na powierzchni, sporymi uproszczeniami we wnętrzu oraz przystępną ceną. Wystarczy całość przenitować, dodać blaszkę Edka (które do tych modeli są wyjątkowo tanie) i wybrać atrakcyjne malowanie. Tak właśnie postąpiłem w tym przypadku.

Początkowo praca szła bardzo łatwo. Nitowanie zrobiłem na nie sklejonych elementach, w ten sposób łatwo dotrzeć do wszelkich krzywizn. Po sklejeniu wystarczy dodać nitowanie w okolicy łączenia połówek kadłuba.  Wnętrze zrobiłem z blaszki Eduarda i muszę przyznać że w większości blaszka załatwia sprawę. Wadą modelu Hasegawy są wnęki podwozia. Zdecydowałem się nic z nimi nie robić, inaczej pewnie nadal dłubał bym w modelu zamiast przedstawiać galerię. Z dodatków kupiłem jeszcze osłonę waku Rob Taurusa, z którego wykorzystałem tylko odsuwaną część (waku było do modelu FineMoldsa).

W temacie malowania zdecydowałem się na bardzo dobrze znaną maszynę kapitana Kobayashi. Farby jakie użyłem metalizery AK Interactive oraz akryle Life Color. Źródłem kalkomanii był zestaw Techmodu. Niestety kalki były chyba już zleżałem gdyż co chwile się rwały na drobne kawałki oraz za żadne skarby nie chciały wejść w linie podziału. Dopiero za radą znajomych modelarzy użyłem zmywacza do akryli Wamodu jako środek zmiękczający do kalkomanii. Po pierwszej próbie byłem przerażony. Na kalkach pojawił się pajączek ciemniejszego koloru, a tam gdzie wyjechałem pędzelkiem poza oznaczenie, uszkodził się metalizer. Można to zauważyć w szczególności na dolnej powierzchni skrzydeł. Dopiero rozcieńczenie Wamodu woda w proporcji 50/50 dało lepsze efekty. Kalki się nie uszkadzały, z to pięknie wchodziły w linie i nity.

Na koniec dodałem odrobinę weatheringu zarówno akrylami jak i washami Miga. Model pomimo kilku problemów był na tyle miłym projektem że rozważam kolejne podejście do starej Hasegawy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

468 ad

1 Comment

  1. Super. Ja kiedyś sklejałem Dragona, o którym opinie są niby lepsze. Okazało się jednak, że to opinie „znawców pudełek”. Bo w środku blaszka, trzy wersje, blablabla. A model ma skrzydła bez wzniosu. Żeby uzyskać poprawny wznios, wymagał sporo chirurgii. W efekcie prezentował się znośnie. I tylko tyle. Gratuluję pięknego wykonania modelu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *